fury na tle: Wycieczka do Szczepowa
Ponieważ zima i brzydko, a wycieczkować się chce, to w użyciu aktualnie jest Prosię. W sensie, że pełni zastępczą dla hondy funkcję "trip-wagon" (pali niewiele więcej - a właściwie paliłby, gdyby nie ta cholerna zima), bo w użyciu jest tak czy inaczej, gdyż Mysza czeka na rehabilitację, z racji tego, że przeszczepiona wspoma nie działa tak jak powinna (gdyby nie perspektywa szerszych opon, to niechby nawet było bez niej - wielkie mi co, zawsze jeździłam bez wspomagania i w sumie dopiero sierrą mi się źle parkowało z tego powodu). Świnkowi wprawdzie kroi się wymiana skrzyni, ale zanim to nastąpi, to Mysza musi wrócić z zaświatów (tj. z drugiego garażu), a póki sól na drogach, to raczej się na to nie zanosi, więc tym samym Świnek nie ma wyboru i musi dzielnie służyć do wiosny co najmniej. On ma zrobione podwozie, a myszowe jest oryginalnie dobrze zachowane, więc wybór fury na zimę jest jasny raczej.
Natomiast argumenty typu, że dla prawdziwego motocyklisty sezon trwa cały rok, nie trafiają do mnie zbytnio, bo jak jest zimno albo pada, albo wieje, albo wszystko naraz i apokalipsa do tego, to nie uśmiecha mi się nawet iść do sklepu za rogiem (czy choćby popatrzeć przez okno na ten bury świat), a co dopiero tłuc dupę pojazdem bez dachu i ogrzewania. Ktoś powie, że nie mam w sobie pasji - odpowiem, że… no, coś niecenzuralnego na pewno. A poza tym, lubię piracić tym małym hultajem (fiestą znaczy), więc zimą mogę to robić z czystym sumieniem (gdybym przypadkiem postanowiła wyhodować w swoim sercu zarodek motocyklowej "pasji", żeby miało mi cokolwiek na tym sumieniu ciążyć).
A więc wycieczka do Szczepowa. Właśnie tam, gdyż-ponieważ jest to jedyne miejsce, które ominęłam (z przyczyn do tej pory mi nieznanych) podczas letniego tournée w tamtej okolicy - co jest o tyle dziwne, że ideą tegoż było obsesyjnie dokładne zajechanie w każdy kąt i podążenie każdą odnogą zasadniczej trasy. Zastanawiające, że właśnie tam nie dotarłam, bo wioska ta może się poszczycić okazałym zabytkiem w stanie przedruinowym. To karygodne niedopatrzenie dotarło do mnie dopiero, gdy na fb wyskoczył mi post Polski Niezwykłej z przykuwającymi oko fotkami i uznałam, że tak być nie może, że będę miała dziurawą relację - zima nie zima, trzeba było pojechać nadrobić zaległości turystyczne.
No i ponownie nastąpił splot okoliczności w postaci dnia wolnego, ładnej pogody, nienaruszonej kliszy w aparacie, zaplanowanej miejscówki i… co do pozującej fury - nie mam usprawiedliwienia. Ja wiem, że ileż można patrzeć na kolejne ujęcia, niektóre może nawet identyczne jak wcześniej, jakiegoś czyjegoś samochodu, ale to już nawet nie matczyna miłość i zachwyt przeze mnie przemawiają, co fakt, że na czymś muszę sobie robić poligon doświadczalny, jeśli chcę się nauczyć robić takie fotki, jak w linkach gdzieś tu po prawej. A że wybór modeli mam ograniczony… I tak dobrze, że jest wybór, bo niegdyś męczyłam wszystkich pierdylionem ujęć golfa II z każdej strony - i to bez zamysłu artystycznego (nie żebym teraz taki miała) :P Więc teraz nie można narzekać, raz honda, raz fordy i jakoś idzie przeżyć :P Sesja wprawdzie nie wyszła na tyle dobrze, żeby podobała mi się jak ta z escortem - ale tam wyszło nieźle, bo nie kombinowałam, oparłam się na klasycznym podejściu do modela i ponadto miałam spokojną miejscówkę, a nie sterczałam na środku wsi. Ale fotki są takie, a nie inne i nikt nie powstrzyma mnie od ich zaprezentowania :P
[caption id="attachment_1375" align="aligncenter" width="300"]
Widok ukazujący się na wjeździe - ekscytacja rośnie w trybie nagłym...[/caption]
[caption id="attachment_1376" align="aligncenter" width="300"]
…zaś na tym etapie już widziałam wszystko, po co tu przyjechałam - mimo zapuszczenia, a może właśnie dzięki niemu, jest klimat.[/caption]
[caption id="attachment_1369" align="aligncenter" width="300"]
Sławna, zamknięta brama. Nie inaczej było tym razem.[/caption]
[caption id="attachment_1386" align="aligncenter" width="300"]
Historia oszczędziła nawet takie detale, a człowiek i samosiejki wykończą zabytek..[/caption]
[caption id="attachment_1370" align="aligncenter" width="300"]
Kusiło mnie żeby pokręcić się po zabudowaniach naprzeciwko pałacu, ale jacyś ludzie coś tam robili, kopali w ziemi, więc tylko udałam, że weszłam zrobić stamtąd zdjęcie. Niniejsze.[/caption]
[caption id="attachment_1371" align="aligncenter" width="300"]
Z zabudowań osiągalnych z ulicy najbardziej zafascynował mnie magazyn zbożowy z mnóstwem różnych… rzeczy :P Typu: wielki kanał zakryty podkładami kolejowymi, małe drzwiczki wejściowe z adekwatnymi tabliczkami, jakieś takie coś z zejściem do piwniczki...[/caption]
[caption id="attachment_1372" align="aligncenter" width="300"]
Szerszy view na zabytkowe centrum wsi (centrum zwykłe było kawałek dalej koło sklepu i pętli autobusu).[/caption]
[caption id="attachment_1373" align="aligncenter" width="300"]
I magazyn w całej okazałości.[/caption]
[caption id="attachment_1374" align="aligncenter" width="300"]
Intrygujące.[/caption]
Po wstępnym rekonesansie, nie było opcji, żebym się nie wepchała z Prosiakiem na ten podjazd, niegdyś ewidentnie przeznaczony dla ciężarówek (którą, jak wiadomo, świnek jest :P).
Cały obiekt wyglądał dość chwiejnie, dechy kanału niepewnie i generalnie kręcili się ludzie, więc nie bawiłam się w przestawianie auta, uwieczniłam je z każdej strony tak jak stało i zwinęłam manatki.
Przy ostatnim ujęciu zaskoczyły mnie dobiegające z aparatu trzaski i zgrzyty, oznaczające koniec kliszy (czy raczej filmu, żeby być hiperpoprawnym, jak się ostatnio dowiedziałam - mi tam wsio rawno, jak zwał, tak zwał; robię analogiem, bo szkoda mi kasy na porządną cyfrówkę, a nie że jestem tak bardzo hipsterem ;p Owszem, fotografia to też TYLKO hobby, a nie pasja). Dawno nie zużyłam całej rolki w jednym miejscu. Czyli warto było przyjechać, miejsce ma potencjał.
UPDATE: A tu jest "główna" relacja z tej okolicy, którą w końcu ogarnęłam ;)
