Honda jak malowanie
Jak po malowaniu, znaczy się. Tak! Znienacka wróciła od lakiernika, kiedy się tego najmniej spodziewałam (był to jeden z tych sporadycznych dni śniegowego armageddonu) i po prawdzie, trochę już traciłam nadzieję na zobaczenie jej w najbliższym czasie. Mistrz Jarek robi dobrze, ale powoli (przy etatowej pracy na 15 czy ileś tam zmian, wcale mu się nie dziwię).
Ale już jest! Jak wygląda? Fotka na fejsie na pewno zaostrzyła Wasz apetyt :P
Wygląda jak nowa, prosto z salonu, z naklejkami i wszystkim... Co ja tu zresztą będę - niech przemówią obrazy:
[caption id="attachment_4156" align="aligncenter" width="300"]
Z pozostałymi garażowymi pałętaczami uzbierała się wielka czwórka.[/caption]
W końcu bak jest jednolicie czerwony, a nie jakby się Ace na niego od góry wylało. I w ogóle, okazało się, że ten odcień ma nazwę i to kozacką - "FIGHTING RED" :P
Kontrolę poprawności nałożenia powłoki lakierniczej przeprowadził ekspert w osobie...
[caption id="attachment_4158" align="aligncenter" width="300"]
Alles gut.[/caption]
...a po rzetelnym obwąch wykonaniu czynności służbowych, mógł oddać się rozrywkom. Czyli memłaniu popsutego rolgazu z VXa.
To teraz już tylko - wiosno, napier*alaj!
[caption id="" align="alignnone" width="500"]
(ps. jest to też, przy okazji, moje pierwsze skojarzenie z "fighting"/"hwaiting", no co ja poradzę... ;) )[/caption]




