jazdy doszkalające: Koszarowo-wczasowe
BY byledoprzodu
—
24 Apr 2026
Rzeczywistość dość szybko zweryfikowała, że do urbeksowania nie nadaję się w stopniu tylko trochę mniejszym niż do baletu. Brak wrodzonych predyspozycji. Co zrobisz, nic nie zrobisz... Zresztą, prosty przykład: już końcem lat 90., grając w pirackiego Tomb Raidera na pierwszym pececie, byłam cała osrana ze strachu, co tam się czai za następnym rogiem :P I tak samo w realu - czyhać może spadająca na łeb krokiew lub cegła, wygłodzone zombie albo (najgorzej) jakiś człowiek. Nie dla mnie tajemnicze korytarze, ciemne zakamarki, opuszczone ruiny... Chyba że w towarzystwie. Może być o porównywalnych zasobach odwagi, czyli żadnych, ale to nieważne. W kupie raźniej ;)
Tym sposobem, zgadawszy się z prspctiv_ na kolejną wycieczkę, obrałyśmy na cel takie zadupia, że bardziej się nie da. Poprzednie jazdy doszkalające oscylowały tematycznie wokół terenów zurbanizowanych, a tym razem na pierwszy ogień zaproponowałam zrujnowane koszary w Kotli. Kto kiedykolwiek wybrał się na Stachuriadę, to na pewno je mijał. Ja również, ale dotąd dalej niż do bramy się nie odważyłam... ;)
Cały kompleks powstał w latach 1960-62, chociaż kompania radiotechniczna działała tu już wtedy od czterech lat, a żołnierzy kwaterowali do tego czasu w pegieerze. Zatem normalne koszary należały im się jak psu przysmaczek ze żwaczy wołowych. No to pobudowali im takie o jak widać:
[gallery link="file" columns="2" size="medium" ids="11300,11286"]
Co, że nie widać? Czepialstwo... Może miałam tam z maczetą wojować? Jeszcze co... Nie pojechałyśmy tam przecież w celach ogrodniczych, tylko pooglądać napisy. To bowiem najciekawsze, co pozostało w istniejących jeszcze budynkach. Nie przedłużając, zapraszam najpierw do garaży:
[gallery type="rectangular" link="file" ids="11309,11308,11307,11305,11306,11304,11303,11302,11301"]
No cóż, wygląda to jak wygląda. Syf, rozp..., dziupla i wypalanie miedzi z kabli. Jak w każdym takim przybytku - czy to Wilkocin, czy Wiechlice... #polskanaweekend #mójkrajtakipiękny
Ale kojarzyłam, że w innym miejscu powinien być jeszcze jeden smaczek, jakby sala gimnastyczna. Podążyłyśmy więc najbardziej wydeptaną ścieżką i bingo:
[gallery type="rectangular" link="file" ids="11299,11298,11296,11297,11293,11295,11294"]
Gdy oddawałyśmy się tym estetycznym uniesieniom, stało się to, czego obawiałyśmy się najbardziej. GŁOSY. Zbliżały się ewidentnie ku nam głosy ludzkie(?), a my w tej salce z jednym jedynym wyjściem, nie licząc okien (ale to odpada, bo prspctiv ma traumę z oknami :P). No to nie myśląc wiele, wdrożyłam plan awaryjny zakładający przegrupowanie z jednoczesnym desantem bliżej wyjścia, że niby my tu, prawda, normalnie se wychodzimy i się nie boimy, i żeby w razie przypału wziąć wroga szturmem, po trupach ku wolności. Na szczęście scenariusz potoczył się inaczej, po zwyczajowym "cześć" z - jak się okazało - współturystami, wymieniliśmy się spostrzeżeniami i wskazówkami odnośnie obiektu i każda grupa udała się w swoją stronę. Kolejny raz udało się przeżyć.
[gallery type="rectangular" link="file" ids="11288,11290,11289,11287,11291,11292"]
Dla interesantów historycznych garść linków:
[symple_divider style="dashed" margin_top="20" margin_bottom="20"]
Cel operacyjny nr 2 i tak był po drodze, więc zjechałyśmy w las, żebym zobaczyła, co mijałam pierdylion razy w drodze na Chojnów/Złotoryję/góry i nie wiedziałam, że tam stoi. Blok typu Leningrad. Lokalizacja zupełnie oczywista, obok funkcjonuje jednostka - obecnie WP.
[gallery type="rectangular" link="file" ids="11285,11282,11284,11283"]
Stan jak w poprzednim przypadku i jak widać. Nie ma się co rozpisywać, zainteresowanych odsyłam np. do artykułu "Kłopotliwy spadek po Rosjanach".
[symple_divider style="dashed" margin_top="20" margin_bottom="20"]
Na koniec skorzystałam z usług przewodnickich mojej towarzyszki podróży i zażądałam oprowadzenia po Rokitkach. Niektórzy tu przyjeżdżają na plażowanie przy żwirowni, inni na nowe daczowiska, ale tak jak lew jest król dżungli, tak w Rokitkach liczy się tylko jedno - ufodomki Lipińskiego.
[gallery type="rectangular" link="file" ids="11276,11275,11274,11273,11272,11271"]
Większość została pokrzywdzona sprywatyzowaniem i ich wizerunek w stanie obecnym nie nadaje się do publikacji (nie dlatego, że prywatne, lecz że tragicznie przebudowane :( ). Jeszcze więc tylko rzut oka na dyżurkę ratownika i w świetle zachodzącego słońca pozostaje kierować się do domu...
I tradycyjnie - wiedza powszechna na poziomie rozszerzonym:
- link nr 1 (domki skażone pastelozą)
- link nr 2 (dużo zdjęć ośrodka, plaży, daczowiska...)
- link nr 3 (maciejdusiciel o architekcie)
[gallery type="rectangular" link="file" ids="11279,11278,11270,11277"]
A dla wytrwałych niespodzianka! Tuż przy płocie ośrodka z ufodomkami wylądował jeszcze jeden wytwór kosmiczny. Domek Diogenes <owacje>
[gallery link="file" columns="2" size="medium" ids="11281,11280"]
Niestrudzona badaczka jego historii i poszukiwaczka lokalizacji w naturze - susy_z_doliny_muminkow - wykonała już kawał roboty (więc nie będę kopiować, linki poniżej), ale pozostaje nadal sporo niewiadomych. Więc jakby ktoś coś, to wiecie - za każdy okruch przekazanej wiedzy bozia Wam w dzieciach wynagrodzi ;D
I znaleziska Susy: