Miętówka jaka jest, każdy widzi
- Motocykle z koszem są najsuperowsze! - przekonywali. - Ale to nie jednoślady!... - oponował arcywróg doczepiania do motocykli zbędnego balastu wszelkiej kubatury: wozów, sakw, przyczepek...
Wszystko ma jednak swoje granice. Najtwardsi zawodnicy by się ugięli, a co dopiero... No, w każdym razie złamali i jego :P Poniekąd... ;)
...i tym sposobem trafiła do nas mała Miętówka. Miała mieszkać sobie w jakimś garażowym zakamarku, nie wadząc nikomu, spokojnie poczekać do wiosny, a potem wozić nas wszędzie i nigdzie, na zakupy i "tak, o"... Nie zdążyła. Nie było nawet kiedy dobrze jej obetrzeć z podróżnego kurzu, a już ustawiła się kolejka wygłodniałych... yyy, znaczy - chętnych nabywców.
Ugiął się więc jej właściciel ponownie, pod naporem potupywania i zniecierpliwienia, i okrzyków "Sprzedaj ją mi! Nie! Mi ją sprzedaj! Mi! Mi!", wspomaganych widłami i pochodniami...
Dobra, zagalopowałam się :P Ale historia tak dobrze mi się układała... ;) W każdym razie, nie było aż tak dramatycznie i poza tym poszła w dobre ręce. Cieszy teraz trzy pokolenia nowej rodziny (w tym dwulatka, który siedząc na niej sięga do kierownicy, co już samo w sobie budzi niezmierną radość i do tego gromko informującego wszystkich, że "Motor jamacha!"), wozi ich do sklepu, a kto wie - może nawet do sąsiedniej wsi?...
Zaś arcywróg koszowy może teraz z podniesionym czołem ripostować pytania "Nie lubisz - a miałeś?" dumnym: "Miałem".
[symple_divider style="solid" margin_top="50" margin_bottom="50"]
A teraz do rzeczy...
Choć to mikroskuter, posiada kółka wcale nie mniejsze niż duży V-Strom (jeśli odpowiednio spojrzeć ;) ). Posiada nadto piękne, coś jakby art-decowskie zegary, lakier w kolorze Coral Blue, klakson typu idiofonicznego, przekładnię łańcuchową (jak nie skuter...) oraz śmieszną komiksową instrukcję ;) I mnóstwo naklejek - wszystkie fabryczne, które wyczerpująco objaśniają zasady obsługi pojazdu, i parę dodatkowych z kraju pochodzenia.
Najważniejszym elementem wyposażenia jest jednak bezdyskusyjnie osławiony kosz(yk). Nie byle jaki, bo "Yamaha Performance Equipment", tak tak. Na ramce tablicy rejestracyjnej dodatkowo ma coś tam, że "racing", więc generalnie mało kto mu podskoczy. Ogólnie uważam, że to mechaniczny odpowiednik Tuptusia z Sekretnych Zwierzaków ;)
Dla Czytelników bardziej zainteresowanych technicznymi konkretami, niż opowieściami o dupie Maryni mam umiarkowanie złą wiadomość. O samym Mincie niewiele można znaleźć w internetach (poza kosmicznymi cenami części zamiennych i gustowną broszurką), ale po Ameryce jeździł jego odpowiednik (jak mniemam), zwany Razz.
- Jeśli więc chcielibyście poczytać cyferki w instrukcji (no i pooglądać śmieszne obrazki - wiem, że chcecie :P), to jest ona dostępna tutaj: LINK
- Bardziej profesjonalnie ujęty opis Razza przeczytać można tutaj: LINK
- A jak bzyk sprawuje się w akcji, prezentuje fragment klipu bliżej mi nieznanego artysty: LINK
Ostateczny test na mikroskopijność: zmieścił się do Chrupka. Znaczy escorta vana.[/caption]
