Motóry na tle
Nie wiem, czy to zasługa ładnych oczu (?), miny spaniela (??) czy po prostu dobrych serduszek (:P) dwóch takich, co wybierali się przewietrzyć swoje klasyczne motocykle - tak czy siak, dostała mi się ponownie Pomarańcza i pojechałam na doczepkę. Jazda była nie za długa i właściwie bez celu, za to z jednym postojem (na papierosa i zdiagnozowanie nieświecącej żarówki), co umożliwiło mi dokończenie filmu, który kisił się już chyba drugi tydzień z pięcioma ostatnimi klatkami, których nie miałam gdzie i kiedy wystrzelić.
Jako że postój wypadł w totalnej d., gdzieś wśród pól na pograniczu lubusko-dolnośląskim, to i o malowniczych pejzażach nie było co marzyć, więc rumaki musiały stać się tłem dla siebie nawzajem.
[caption id="attachment_3280" align="aligncenter" width="200"]
Ktoś powie - to typowe, że knedle stają, żeby się naprawiać...[/caption]
[caption id="attachment_3283" align="aligncenter" width="300"]
Ale to cezetka jako jedyna stała sobie na luzaku, nie wołając o nic :>[/caption]
[caption id="attachment_3282" align="aligncenter" width="300"]
Babcia zgubiła światło mijania...[/caption]
[caption id="attachment_3284" align="aligncenter" width="300"]
…zaś suzuki pokazywało jeszcze ostatnie drobne bolączki pozakupowe.[/caption]
Majstrowie uwinęli się sprawnie i pomknęliśmy dalej. Rundka wyszła krótka, ale nawet taki okruch wycieczki ulepszył dzień.
Jednakże zachłanność to moje drugie imię i parę dni później uparłam się, żeby mi odpalić hondę. Stała już właściwie poskładana, czekając na swoją kolej do lakiernika (na razie miejsce i czas zajmuje mu biały waleń, tj. scorpio, ale zajmuje je tak od marca, dlatego śmiem przypuszczać, że honda przed zimą nowego lakieru nie powącha), więc w moich oczach była już zupełnie gotowa do jazdy, mimo obszarpanego baku ;) Sprawdziła się w teście i jedzie prosto, burczy po staremu, nic nie kuleje - będzie żyć :D

