Nie tylko do przodu, lecz także do góry

BY byledoprzodu 24 Apr 2026

Wydawałoby się, że na wiejskich festynach wszystko wygląda zawsze tak samo. Scena, ktoś gra, stragany, gofry, kiełbaski, kupa ludzi i zawody motocrossowe w tle ;)

DSC_0333A nie, wróć, tak to było w Gaworzycach na MotoPikniku odbywającym się na ichnim torze do upalania wszystkiego, co terenowe i w wadze lekkiej. Tym razem dla odmiany wybrałam się tam nie dla motocykli. No, dla nich też bym się wybrała, ale czasowo się nie zgrało, bowiem dopiero od 18.00 - gdy po torze mogli się już plątać ludzie, a spakowane motocykle wracały do domów - przewidziano loty balonem :D Takiej atrakcji tuż pod bokiem nie mogłam przepuścić i byłam gotowa wydać na nią ostatnie pieniądze. Na szczęście okazało się, że zabawa kosztuje tylko dyszkę, no ale przez to - tak, dobrze zgadujecie, że za tyle, to się zbyt długo nie lata ;) - polegała jedynie na wzniesieniu się te paręnaście metrów nad ziemię i powrocie na dół. Może brzmi mało emocjonująco, ale jak się to oglądało z bliska, stojąc w kolejce, to momentami robiło się gorąco i akurat nie od płomienia "napędowego". Jeszcze wznoszenie się, to pół biedy, ale patrząc, ile wyczucia wymaga lądowanie, żeby nie dupło koszem o ziemię, kolokwialnie mówiąc, to niezachwiane postanowienie znalezienia się w tym koszu jakby lekko się podkruszało :P Ale jeśli nie teraz, to kiedy?

DSC_0348Przyjechałam trochę po 19, licząc że kolejka już się przerzedzi, ale niedoczekanie... Robiło się coraz grubiej, zwłaszcza że - jak to w polskim kraju - jedni podchodzili uczciwie na koniec, ale cała reszta pchała się bokami na przód, więc balon kursował mozolnie góra-dół, a kolejka do przodu się nie przesuwała. Nieubłaganie robiło się coraz później (o 21 mieli skończyć), więc z zapowiadanym podziwianiem widoków okolicy mogłam się pożegnać, a w pewnym momencie zaczęłam podejrzewać, że i z samym lotem... Patrząc, w jakim tempie kończą się obsłudze butle z gazem, po założeniu ostatniej nie liczyłam na wiele, ale postanowiłam stać do końca, póki nie rozgonią chętnych, bo a nuż-widelec.

I udało się :) Po ponad godzinie oczekiwania, jednym z ostatnich wzlotów, w kompletnej ciemności... a może dzięki temu było to jeszcze ciekawsze? Piękna sprawa, w każdym razie. Bardziej lewitacja niż lot ;) Wieczorny wiatr już trochę miotał całym zestawem, ale ta chwila zawieszenia w niczym, pod niczym, bez huku płomienia... warte nie tylko tych 10 zł ;) Śmiem twierdzić, że nawet i z piątaka więcej :P Nie no, warte o wiele większych kwot, serio, i nie dziwię się, że standardowe loty rekreacyjne kosztują setki PLN, ale jak kogoś stać, to warto. Za dnia, nocą, nad polami, miastami, w górach. Jakbym miała taki balon, to bym wszędzie latała, po bułki też :D

Jak coś nie ma silnika, to wydaje się, że jest banalne w obsłudze - przynajmniej ja mam odruchowo takie przeświadczenie. A przecież ile trzeba finezji, podświadomego niemal czucia, żeby opanować ruchy takiego kolosa czy szybowca, czy choćby roweru (przypominam wyczyny "stunterki" rowerowej: Nicole Frýbortová), gdzie żaden silnik nie wyręcza człowieka w pracy swym brutalnym wpływem na prawa fizyki :P No dobra, balon niby ma ten płomień, ale łapiecie o co chodzi, mam nadzieję ;)

Ma albo nie ma, jak uczy film produkcji czeskiej... ;)

Ani w tym roku, ani nigdy dotąd nie byłam, ale w przyszłym na bank wybiorę się na festiwal balonowy koło Świdnicy, po cichu licząc na kolejną okazję do wzniesienia się.

Tak czy siak, żeby nie było zbyt słodko i żeby nikt mi nie zarzucał, że się sprzeniewierzam ideom, przechodząc na zieloną stronę mocy, w kolejnym wpisie wystąpi przebrzydła, dymiąca abominacja, twór sprzeczny z naturą i wstrętny jej, aczkolwiek malutki i włoski ;)

[caption id="attachment_5719" align="aligncenter" width="299"]Psotny dzieciak co chwilę robił mi niezamierzony photobombing w kadrze, gdyż najwyraźniej niesamowicie bawiła go idea, że szarpiąc za linę, wywoła jakieś poruszenie w koszu (ehe), ale muszę przyznać, że wyszło to nawet lepiej, niż w moim pierwotnym zamyśle, więc ręka zostaje ;) Psotny dzieciak co chwilę robił mi niezamierzony photobombing w kadrze, gdyż najwyraźniej niesamowicie bawiła go idea, że szarpiąc za linę, wywoła jakieś poruszenie w koszu (ehe), ale muszę przyznać, że wyszło to nawet lepiej, niż w moim pierwotnym zamyśle, więc ręka zostaje ;)[/caption]

Aha, a tym konkretnym balonem powozili ludzie z Balloon Expedition. Przeżyłam, mogę polecać ;)

komentarze_ (0)

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

dodaj komentarz_

← wróć do strony głównej