Niedzielne wietrzenie garażu
A właściwie porządki, ale żeby posprzątać, to kobyłki musiały wybyć na zewnątrz, powygrzewać się na słońcu.
Owo słońce zresztą świeciło na tyle kusząco, że wiele osób uczestniczyło w zorganizowanych lub spontanicznych "zakończeniach sezonu", dlatego po obskoczeniu podjazdu, napstrykaniu stu fotek, w końcu i mnie wywiało z hondką na tour de okolica - nie żebym zamierzała kończyć sezon ;) Ale grzech nie wykorzystać tak pięknego dnia na wycieczkę.
A propos wycieczek, to w relacjach "podróżowych" (szumne określenie) mam potworne zaległości... Kiszę jeszcze zdjęcia z lipca i wszystkich kolejnych wypadów, ale i na nie przyjdzie czas - gdy świat utonie w śnieżnej brei, o wiele przyjemniej będzie wrócić do letnich widoków, tak że nic się nie zmarnuje ;)
Tymczasem, przed nami kolejny zapychacz tematyczny, ale przynajmniej będzie na co popatrzeć - wystąpią gościnnie również zaprzyjaźnione knedle ;)
[caption id="attachment_823" align="aligncenter" width="225"]
Leciwe klasyki trzymały się razem... Chądy też się to tyczy, bo z Pomarańczą są równolatkami - ryczącymi 30tkami ;)[/caption]
[caption id="attachment_821" align="aligncenter" width="225"]
...a cezetka, jako najmłodsza, stała samotnie.[/caption]
[caption id="attachment_820" align="aligncenter" width="225"]
Kozy dwie - co jedna, to wyższa ;)[/caption]
[caption id="attachment_825" align="aligncenter" width="300"]
Te dwie wyjeżdżają z pieczary tylko, gdy na niebie nie ma ani jednej chmurki ;)[/caption]
[caption id="attachment_824" align="aligncenter" width="300"]
Niby technika poszła do przodu, a nakrętki kolanek takie same..[/caption]
[caption id="attachment_826" align="aligncenter" width="225"]
Tymi ręcami polerowałam te kolanka :P (i w zasadzie to mój jedyny wkład w kyvackę, jeśli nie liczyć porządkowania części w pudłach ;) )[/caption]
[caption id="attachment_827" align="aligncenter" width="225"]
Pomarańcza nie zostaje w tyle w wyścigu połysków ;)[/caption]
[caption id="attachment_828" align="aligncenter" width="225"]
Combo.[/caption]
[caption id="attachment_822" align="aligncenter" width="225"]
Diabeł tkwi w szczegółach.[/caption]
[caption id="attachment_834" align="aligncenter" width="225"]
Babcia Vondráčková :) Idzie jak zła :P[/caption]
Cezetka nareszcie stanęła na nogi! Jest bogatsza o komplet dorobionych specjalnie dla niej nowych tulejek do tarczy :)) Gdyby nie "wyszedłszy" przegląd, to jeździłabym nią teraz cały czas - może i ma posturę roweru, może i nie ma nic mocy u dołu, ale ten dźwięk zawsze mnie rusza ;)
[caption id="attachment_829" align="aligncenter" width="225"]
Wzmiankowane lśniące tulejki ;)[/caption]
[caption id="attachment_831" align="aligncenter" width="225"]
Potężny agregat :][/caption]
[caption id="attachment_830" align="aligncenter" width="225"]
Moc w czystej postaci (choć chyba jeszcze nie wydestylowanej ;) )[/caption]
[caption id="attachment_832" align="aligncenter" width="300"]
Ta subtelność linii, ta wykwintność materiałów - dzieło sztuki :P[/caption]
Humorystyczny kontrapunkt dla tego nobliwego towarzystwa stanowił romet crossik zwany Kingsajzem - projekt jeszcze w fazie realizacji.
[caption id="attachment_833" align="aligncenter" width="225"]
Birth still in progress ;)[/caption]
Postały, niektóre popyrkały i z powrotem do sypialni - pod kocyk i byle do wiosny. Ale honda zostaje jeszcze pod ręką ;)