pozwiedzane: Kolejkowo #1
Przygotowanie wpisu to za każdym razem takie "przeżyjmy to jeszcze raz" i muszę przyznać, że w tym przypadku będzie to szczególnie przyjemne, bo Kolejkowo to atrakcja pierwszej klasy :D
Zdolni ludzie stworzyli piękny misz-masz dolnośląskich miejscówek i ogólnopolskich scenek społecznych, nieraz tak celnych jak dobry kabaret ;) Co mnie dodatkowo ucieszyło, to bujność motoryzacyjna tego światka, także motocyklowa. Tak, choć instalacja jest w zamyśle kolejowa i nie brakuje ruchomych składów, wydających bardzo realistyczne odgłosy i pracujących "jak żywe", to mamy dodatkowo przegląd polskiej sceny samochodowej - są fury stare, nowe, drogie, tanie, jeżdżące, parkujące, awaryjne, kolizyjne, naprawiane, pracujące (żeby dodać realizmu, swego czasu można było sobie zamówić przez fejsbuka wymalowanie na jakimś aucie swoich prawdziwych numerów rejestracyjnych ;) )... Tak samo jak z ludkami - samo życie ;) Przy czym podejrzewam kogoś z twórców o szczególną słabość do vw santana. Na makiecie są co najmniej 3, a przecież nie jest to aż tak pospolity wóz, żeby się go w naturze tyle spotykało...
No właśnie, przejdźmy do tych przeglądów i natury, bo aż mnie trzęsie, żeby Wam pokazać te wszystkie smaczki ;) Oglądajcie powoli i wnikliwie, bo warto! A najlepiej jedźcie obejrzeć osobiście, jeśli możecie - główne Kolejkowo jest we Wrocławiu, ale powstaje też drugie w Gliwicach.
No więc wchodzimy i widzimy takie coś:
Nieźle, co?:D A jest jeszcze piętro. I co chwilę coś brzęczy, buczy, rusza się, mruga, świeci... Właśnie - jakby tego było mało, zrobili jeszcze dzień i noc, cyklicznie co parę minut światła przygasają i mamy cały ten świat po ciemku. No cudo, nie do opisania!
W każdym razie, jak widać, na dzień dobry - typowa polska przeglądownia ;) Może nie tam zaraz Cytryn&Gumiak, ale prezentuje się swojsko, przyznacie :P Na kanale typowa polska szkodovka, ktoś pracuje, ktoś pije kawę, od frontu wycackany bulik, buma czekająca chyba na diagnozę, na tyłach facet tnie gazami złom... Home sweet home ;)
[gallery type="rectangular" link="file" ids="6197,6198,6200,6199"]Zaraz obok - równie sielskie, agrarne obrazki. Jeden robi jak się patrzy, inny patrzy jak się robi... Z pobliskiego zagajnika spogląda na to wszystko koziołek.
[gallery type="rectangular" link="file" ids="6203,6204,6201,6202"] Całkiem niedaleko mamy kolejny przykład tej postawy, tym razem w wydaniu okołokolejowym (vide: pan koło taczki) ;) [gallery type="rectangular" link="file" ids="6208,6210,6209,6207"]A okolice dworca Kolejkowo też życiowe - od frontu ładna, wyremontowana poczekalnia, zadbany placyk, a na tyłach "Karpacz żąda dostępu do morza" i życie podwórkowe przy jakże niezgodnej z normami unijnymi piaskownicy bez skrawka "bezpiecznej nawierzchni" wokół niej. I dzieci jakoś sobie radzą, i raczej nie mają zastrzeżeń do tego stanu rzeczy :P
[gallery type="rectangular" link="file" ids="6246,6214,6263,6262,6213,6211,6212" orderby="rand"]A dokąd pociągi jadą? W góry! A tam - dzika przyroda, trzy schroniska i malownicze ruinki, w których straszy. No to cho, nie każmy przygodzie czekać ;) A propos, nawet w takiej głuszy mogą człowieka spotkać zaskakujące przytrafunki, jak tę panią zażywającą kąpieli w strumyku, a złapaną in flagranti, w pozie a la "madonna z wielkim cycem" :D
[gallery type="rectangular" link="file" ids="6217,6218,6219,6220,6221,6222,6223"]Jadąc dalej (lub idąc w lewo), mijamy plażowiczów nad jeziorem (trochę mi się rozmyli, bo już się ściemniało...), nieszczęście komunikacyjne przy przejeździe i docieramy w prawdziwe góry, pod Śnieżkę i do Karpacza. Oczywiście są kolejne pociągi, narciarze i dinozaury. Nie wiem, nie pytajcie :P
[gallery type="rectangular" link="file" ids="6226,6225,6224,6237,6231,6229,6230,6248,6232,6233,6235,6236,6234,6238,6239,6240,6241,6242,6243,6244"]Po tylu górskich atrakcjach warto się udać na wieś (najlepiej kamperem ;) ), odpocząć na wolniejszych obrotach, poobserwować, jak żyją na nizinach. Przyuważyć stado saren, posłuchać świergotu ptaków, opcjonalnie - warkotu pił i stukotu siekier. Praca wre. Ale - wierzcie lub nie - chwili wytchnienia nie będzie, tutaj robi się jeszcze ciekawiej ;) Z mijanej, rozwalającej się stodoły nieśmiało wygląda niecodzienny barn find - gullwing we własnej osobie. Kupcy już czekają, żeby go wyrwać ze słomy ;) Stado krów niespokojnie zerka na harmider wokół balonu rozpoczynającego lot w sposób chyba nie do końca kontrolowany... Za to pod sklepem życie toczy się swoim, niezmiennym od wieków, rytmem. Dopiero co otworzyli, ale ktoś już przyjechał simsonkiem po pierwsze zakupy, sąsiadka przyniosła świeże jaja, niech przyjezdni mają, dostawa z piekarni właśnie się wypakowuje, a na tyłach tego centrum miejscowego życia kulturalnego dwóch stałych bywalców (podobno uosabiających twórców makiety ;) ) już rozpracowuje po piwku. Wsi spokojna, wsi wesoła... Naszym celem jest jednak hacjenda "Pod dziką kaczką". Agroturystyka dopiero się tu rozkręca, zabudowania jeszcze trochę trącą myszką, dlatego własne lokum na kołach to świetny pomysł. Ważne, że można zwiedzić okolicę na grzbiecie miejscowego konia ;)
[gallery type="rectangular" link="file" ids="6250,6251,6253,6252,6254,6255,6256,6257,6260,6261,6258,6259"]Niestety żaden wywczas nie może trwać bez końca - pora wrócić do miasta. Ale po miniaturowym Wrocławiu przejdziemy się w kolejnej części, zbierzcie siły ;)

