pozwiedzane: Trzy muzea (#3 Muzeum Sentymentów / Kowary)
BY byledoprzodu
—
24 Apr 2026
W zasadzie mogłabym tu wrzucić tylko zdjęcia, bo chyba nic, co powiem, nie będzie bardziej zachęcające ;) Ale spróbuję... Muzeum Sentymentów to miejsce, po przekroczeniu progów którego głowa obraca się dookoła w trybie ciągłym, wzrok co rusz usiłuje się zatrzymać na pamiętanym z lat dzieciństwa przedmiocie, ale zaraz przyciąga go kolejny i kolejny, usta łapią powietrze do nieustannych okrzyków radości "ooo, pamiętam...!" i generalnie zalewają nas... sentymenty. Nazwa więc nie mogła być inna ;)
Już sama siedziba jest znacząca. Ekspozycja mieści się bowiem w pomieszczeniach dawnego giganta - kowarskiej Fabryki Dywanów, zakładu zatrudniającego niegdyś zapewne całą okolicę i sporo przyjezdnych, a znanego nie tylko w kraju, ale i poza jego granicami. Jedna z sal muzeum to zresztą dawne laboratorium, a obecnie izba pamięci fabryki. Pozostałe pokoje - dosłownie - urządzono w przefantastyczny sposób. Istny wehikuł czasu! Mamy tu zatem pokój dziadków z babciną kuchnią (obowiązkowe szeleszczące paseczki w drzwiach i kredens znany każdemu), salon rodziców, pokój dziecięco-młodzieżowy (półkotapczan!), a także ciemnię fotograficzną (mój tata przekształcał w tym celu doraźnie toaletę, poprzez wkręcenie czerwonej żarówki). Za drugą wizytą - a rzadko gdzieś wracam, ale tutaj zawsze z ciekawością i przyjemnością - powitał mnie nowo przygotowany sekretariat z przylegającym pokojem prezesa. W oryginalnej boazerii. Za trzecią wizytą (rozkręcam się ;) ) - planowany i pomału organizowany był pokój medyczny, turystyczno-sportowy i tzw. "tylko dla dorosłych". Nie mogę się doczekać czwartej - oczywiście, żeby zobaczyć ten turystyczny ;)
[symple_divider style="dashed" margin_top="20" margin_bottom="20"]
Rozpocznijmy zatem zwiedzanie... Zdjęcia są z grubsza tematycznie, lecz chronologicznie pomieszane - zima z latem - bo to i tak bez znaczenia, ekspozycja jest "żywa", zmienia się i powiększa, ba! możecie sami stać się jej częścią, przebierając się w pachnące naftaliną (chyba? strzelam, ale słowo daję, że nawet zapach jest tam"epokowy" :D) ubrania, zatem gdy poczujecie nieprzepartą chęć odwiedzin - do czego zmierza niniejszy wpis ;) - to i tak coś będzie inaczej niż na zdjęciach, czegoś przybędzie, coś zmieni miejsce... I to odkrywanie za każdym razem na nowo jest najlepsze!
Przy kasie - sklepik z pamiątkami. Polecają się przedmioty z lat minionych (np. kartki z kalendarzy z ważną dla Was datą) oraz współczesne do nich nawiązania. Jest oranżada, skaczące gumowe pająki z futerkiem, breloczki z postaciami z polskich bajek oraz nówki sztuki plejstejszony do telewizora, koniecznie kineskopowego ;) Pomyślcie - znowu zagrać w Contrę czy Mario i to nie przez emulator na pececie...
[gallery type="rectangular" link="file" ids="10593,10594,10595"]
W korytarzu zbiór rzeczy wszelakich - taki wstępniaczek, na rozgrzewkę ;) Można tu już na starcie poczuć się jak pierwszy sekretarz KC PZPR, stając przy oryginalnej trybunie. I to nie jak pierwszy lepszy (lepszy, gorszy - nie wiem, na świecie mnie wtedy nie było ;) ), lecz jak sam on - Edward Gierek - któren przemawiał zza owego mebla do załogi fabryki podczas wizytacji zakładu w 1978 r.
[gallery type="rectangular" link="file" ids="10596,10597,10598,10599,10600,10601,10602,10604,10605"]
Ściany upstrokacają (zresztą nie tylko ściany) moje ulubione tabliczki ze zdroworozsądkowymi nakazami, zakazami, zaleceniami i przeciwwskazaniami - w jakże miłej dla oka typografii i ogólnej oprawie graficznej:
[gallery type="rectangular" link="file" ids="10603,10606,10607,10608,10609,10610,10611"]
I przejdźmy na salony... No niech będzie - najpierw te służbowe. Sekretariat żywcem wyjęty z dowolnego ówczesnego zakładu, a w nim! - kwietnik, który mi się śni po nocach, którego pragnę i pożądam, celem ustawienia na takowym (lub podobnym) kolejnych doniczek, aby mieć ich jeszcze więcej niż "tylko" jedną przypadającą na metr kwadratowy mojej powierzchni życiowej ;)
Pokój prezesa to też żywa historia... Wspomniana boazeria, do tego makatka z godłem i barek z niespodzianką (pojedziecie, zobaczycie - nie będę wszystkiego zdradzać...). No i klęcznik. Na dywaniku ;)
[gallery type="rectangular" link="file" ids="10612,10613,10618,10616,10617,10614,10615"]
A propos makatek - poza tym, że różniste wyroby tutejszego tkactwa ozdabiają ściany pokoi, jest nadto duża wystawa wszystkich pozostałych dywanów razem. Jak dla mnie, najlepsze są te z ilustracjami o tematyce lokalnej, ale olimpijski miś Misza też spoko ;) Poniżej wystawki spoczywa blaszany napis "Kowary", pierwotnie widniejący nad piękną mozaiką na ścianie fabryki.
[gallery type="rectangular" link="file" ids="10620,10622,10621"]
Wchodząc do pokoju dziadków, człowiek zamiera w progu... Po pierwsze - wspomniany zapach. Dokładnie taki, jak być powinien ;) Po drugie - jest to pierwszy z "cywilnych" pokoi, więc szok i dysonans czasoprzestrzenny jest obezwładniający. Borze iglasty, przecież tu są nawet ściany malowane wałkiem we wzorki!... I zegar z kukułką!...
[gallery type="rectangular" link="file" ids="10627,10626,10625,10629,10628,10631,10630,10635,10633,10634,10636"]
Ledwo udaje się uspokoić tętno, gdy wzrok pada na wejście do kuchni. I te paski... ;) Miernik sentymentów piszczy i zgrzyta niczym licznik Geigera przy końcu skali. W dniu mojej pierwszej wizyty akurat przybył ciekawy eksponat - nieotwierany Bobo Frut w wieku zbliżonym do mojego, jak podejrzewam ;)
[gallery type="rectangular" link="file" ids="10637,10638,10639,10640,10641,10642,10643"]
Wyczołguję się stamtąd ledwo żywa z emocji, a to dopiero początek zabawy... Przede mną salon rodziców. Meblościanka de luxe, na wysoki połysk, zestaw wypoczynkowy, telewizor... Wszystko jak trza ;) W tle plumka Lady Pank, chociaż mogłoby Depeche Mode. Podejrzewam, że można by zapuścić nawet własną kasetę, gdyby się ładnie uśmiechnąć do Prezesa... ;)
[gallery type="rectangular" link="file" ids="10646,10647,10649,10648,10650,10651,10645,10644"]
Przez chwilę przyklejam się do szyby w witrynce, za którą leży wystawka starych map (nie wpadłam na to, żeby się z nimi zapoznać z bliska, organoleptycznie ;) ), a na półce
[link w zdjęciu]
Jeśli jeszcze macie w zapasie garść sentymentów do zużycia, to teraz nadchodzi moment, by wyciągnąć je wszystkie - oto pokój dziecięco-młodzieżowy. Zakres czasowy to kilka dekad, więc nieważne, czy macie na karku trzeci, czwarty, piąty krzyżyk... Fala wspomnień z dzieciństwa gwarantowana. To właśnie tutaj możecie pograć na konsoli, przyznać się do obgryzania metalowych szczebli niemowlęcego łóżeczka (true story, zasłyszane ;) ) czy po prostu przejrzeć się w lusterku-kwiatku, które miał chyba każdy...
[gallery type="rectangular" link="file" ids="10652,10653,10666,10654,10663,10656,10665,10657,10658,10662,10660,10661,10659,10664,10668"]
W bonusie są jeszcze dwa pomieszczenia specjalistyczne. Pierwsze z nich to ciemnia fotograficzna, obecnie w reorganizacji, więc zdjęcia prezentują stan już historyczny.
[gallery type="rectangular" link="file" ids="10669,10671,10673,10672,10681,10682,10683,10684,10685,10670"]
Świetny pomysł z prezentacją filmów i przezroczy na oknie - i generalnie wspaniała kolekcja.
[gallery type="rectangular" link="file" ids="10676,10674,10675,10677,10679,10678,10680"]
I na koniec trafiamy do serca fabryki, czyli dawnego laboratorium. O tym, jak się tu pracowało, o ciekawostkach z zakładowego życia, nawet o samych dywanach przewodnicy opowiadają bardzo wciągająco - i poza tym jest to wiedza unikalna, bo gdzie indziej się tego dowiecie? ;)
[gallery type="rectangular" link="file" ids="10686,10688,10689,10687"]
Muzeum jest tak przepełnione klimatem, że retrosentymentalne fluidy wylewają się aż na zewnątrz, co tłumaczy pojawiające się przed jego wejściem również motoryzacyjne "staruszki" ;) Czasem pojedynczo...
[gallery type="rectangular" link="file" ids="10590,10592,10591"]
...a zdarza się, że w większych ilościach - podczas klasycznych rozpoczęć sezonu albo np. przy okazji wizyty himalajskiego jelcza.
Warto tu jednak zaglądać nawet bez okazji, bez planu, na spontanie i z zaskoczenia - i dać się zaskoczyć kolejnym pamiątkom, które się poprzednio przeoczyło ;) Zajedźcie koniecznie, bo jest to praktycznie kilka muzeów w jednym, a ogrom pracy, jaką włożono w jego organizację i serca w jego prowadzenie - powalający*. Chapeau bas!
(*nie, nie jest to wpis sponsorowany ;D )