pozwiedzane: Wystawa o historii Mercedesa w Jaworze / Muzeum Regionalne
Pogoda ewidentnie leci w kulki, piękna zima tej wiosny itd., i o ile w tygodniu jeszcze przebłyskuje słońce, to co weekend można mieć pewność, że będzie grad padający poziomo albo inne atrakcje, więc generalnie staram się zapomnieć, że w garażu stoją jakiekolwiek motocykle... Wróćmy więc do innego weekendu - choć sprzed miesiąca, to o aurze zdecydowanie korzystniejszej. Znośnej. Na tyle, że w ogóle chciało się wystawić nos na dwór i pojechać coś zobaczyć. Ale jednak autem ;)
Tym czymś była intrygująca mnie od pewnego czasu wystawa Mercedesa w jaworskim Muzeum Regionalnym. Tak tak, zrobiło się światowo, budują tam pod miastem tę fabrykę, gdzie będą programować (no bo jak to inaczej określić?) najnowocześniejsze silniki tegoż producenta, więc i o promocję/wsparcie kultury zadbali. Całkiem klawy pomysł.
Wystawa zajmuje jedną z sal na piętrze, toteż całych samochodów nie ma się co spodziewać ;) Jest kameralnie, bez szału, ale najważniejsze fakty i ciekawostki są w wystarczającej ilości. Najogólniej mówiąc - jest i ładnie, i ciekawie.
Na dzień dobry, jeszcze w korytarzu, widzimy rozpiskę wybranych, najważniejszych silników - od prehistorii do teraz ;) Najstarszy i najnowszy można obejrzeć w naturze w salce.
W środku wita nas mrok i zaakcentowane światłem elementy wystawy. Uwagę, od stojących w centrum silników, odciąga gadający w tle zapętlony film, opowiadający z grubsza o tym, co można przeczytać w opisach do zdjęć i eksponatów. Przedstawiono tu postaci mające największy wpływ na powstanie i rozwój marki oraz kamienie milowe z jej historii.
W skróconej formie cała wiedza jest też podana w wystawowym katalogu, do obejrzenia tutaj.
Część historyczna to jedno, a na przeciwległej ścianie jest jeszcze interaktywna prezentacja najnowszych wynalazków, co mnie jednak nieszczególnie interesowało, więc z tym się musicie zapoznać we własnym zakresie ;) Wystawa ma się podobno co jakiś czas lekko zmieniać, więc możliwe, że zobaczycie coś więcej.
[symple_divider style="dashed" margin_top="20" margin_bottom="20"]
A przecież poza tą salką jest jeszcze całe muzeum do obejrzenia (na osobnym bilecie wstępu). Ani małe, ani duże - mnie zadziwiło ilością i różnorodnością "podwystaw". Są tu zbiory mineralogiczne (kilka sporych gablot + obszerne opisy geologii regionu - w końcu to kraina wulkaniczna, jest o czym pisać ;) ), archeologiczne, trochę broni z różnych epok, sala poświęcona luteranom i Kościołowi Pokoju, sala "mieszczańsko-szlachecka" (tak naprawdę nie pamiętam jaka, więc tak ją nazywam roboczo ;) ), sala "wiejska" (jw.), kilka sal z twórczością lokalnych artystów, kolekcja motyli (!) czy wreszcie nietypowa "sala", do której musiała mnie zagonić czujna pani z obsługi (widząc na monitoringu, że tam nie zajrzałam - plusy bycia jedynym zwiedzającym :D ). Otóż do muzeum przylega i jest jego częścią... sąsiadujący przez ścianę kościół. W sumie, to muzeum przylega do kościoła raczej, bo mieści się w dawnych pomieszczeniach klasztornych. W każdym razie - niesamowite wrażenie, gdy z małego korytarza wchodzi się wprost do wysokiej nawy... Oczy jak pięć złotych. Przed wyjściem trzeba też koniecznie zajrzeć do muzealnej kawiarni - oczywiście z piernikowym motywem przewodnim ;)
Jak widać, warto zaglądać do muzeów w małych miastach - potrafią zaskoczyć ;)
[symple_divider style="dashed" margin_top="20" margin_bottom="20"]
W drodze powrotnej zahaczyłam o jeszcze jedną fajną wystawę czasową - w lubińskim Wzgórzu Zamkowym pokazywali stare obrazki ze zwierzętami :D Rzecz z cyklu "co się zobaczy, tego się już nie odzobaczy" ;) Dobra, wiem, można się naigrawać, ale tak rodziła się nauka... Co nie zmienia faktu, że oglądałam te reprodukcje z szerokim uśmiechem ;) Czego i Wam życzę, tym pozytywnym akcentem kończąc dzisiejsze zwiedzanie ;)
PS. Do kompletu można przeczytać rozmowę z człowiekiem, który wykopuje owe obrazki z odmętów Polony ;)
