Stacja bunkrowa i czego się tam nie spodziewałam
Mówią, że posiadanie forda to ciąg nieustających zgryzot, męki i masochistycznej walki z "rudą szmatą" (że zacytuję znany internetowy autorytet ;) ). Racja zaś jest jak wiadomo co - każdy ma własną. Dlatego nie o niezaprzeczalnych zaletach marki chcę tu teraz przekonywać ;) Chcę opowiedzieć o tym, że jednak fordziarstwo daje czasem zaskakujące profity...
Do Portu Miejskiego we Wrocławiu trafiłam po raz pierwszy w poszukiwaniu firmy o wiele mówiącej nazwie "Części Ford". Zanim do niej dojechałam, od momentu przekroczenia bram zdążyłam dwanaście razy okręcić głowę wokół własnej osi. Taka miejscówka i na legalu można wjechać! Marzenie. Stare ceglane magazyny z wieżyczkami i ozdobnikami (a nie te dzisiejsze gówniane blaszaki projektowane z zerową finezją), majestatyczne silosy i spichlerze. Pordzewiałe barki, pociągi, żurawie, truchła transitów. Żwirownia oraz skup makulatury, złomu i metali kolorowych. Samo umiejscowienie sklepu: w piwnicach jednego z magazynów - trzeba pokonać kręcone schody w dół, by znaleźć się w ciasno zapełnionym metalowymi regałami długim pomieszczeniu. No plener iście filmowy ;)
[gallery type="rectangular" link="file" ids="6395,6396"]I ten mały budyneczek obok z tajemniczą nazwą "Stacja bunkrowa" na... dystrybutorach paliwa. Dwóch. Jakby czynnych. Nie wiedziałam wtedy, do czego odnosi się ta nazwa (a wcale nie do bunkrów :P), ale z miejsca mi się spodobała ;) Długo za mną chodziło, żeby tam wrócić z którymś pojazdem na zdjęcia (a im bardziej nieadekwatnym do widocznego na pompach oznaczenia ON, tym lepiej ;) ) i udało się dopiero po paru latach. Zawsze w tym Wrocławiu są inne rzeczy do załatwienia albo pogoda nie sprzyja. Tym razem też nie sprzyjała, ale w obliczu nadmiaru wolnego czasu związanego z niewiadomej długości oczekiwaniem na pasażerów, postanowiłam udać się do portu tak-o, zrobić kilka roboczych fotek, do powtórzenia kiedyś tam, jak będzie ładniej.
Sobota, niewiele po południu, więc szlaban otwarty, wjeżdżam. Turlam się powoli do "mojej" stacji... i nagle sfotografowanie na jej tle brudnej sierry z zimowymi kołami schodzi na dalszy plan. Dostrzegam bowiem tuż przy nabrzeżu intrygujący bolid.
Wydaje się być przejawem sztuki nowoczesnej. W środku jakaś przestrzeń na ewentualnego "kierowcę" może i by się znalazła, ale nie widać ani siedzenia, ani żadnego układu przeniesienia napędu. Zakładam więc, że rzeźba ;) Ale czyż nie cudowna? Z tymi kołami od jawy, z każdym "oczkiem" innym...
[gallery type="rectangular" size="medium" link="file" ids="6169,6167,6170,6171"]Ostatkiem baterii (zapasowej oczywiście wyjątkowo nie miałam ze sobą...) zdołałam uwiecznić ten wspaniały pojazd i okolice. Po więcej zdjęć z całego terenu portu zalecam jednak udać się tutaj. Po kawałek historii natomiast - tutaj.
A najbliższa portowa okolica prezentuje się tak:
[gallery type="rectangular" link="file" size="medium" ids="6165,6172,6173,6174,6175" orderby="rand"]