w plenerze: Drogą krajową, drogą polną...
Po zrobieniu parunastu zdjęć sosnom, stanęłam przed klasycznym problemem niedokończonej kliszy (filmu). Na horyzoncie nie było widać żadnych potencjalnych okazji do wykończenia materiału, więc wymyśliłam sobie okazję sama i pojechałam w moją ulubioną drogową miejscówkę, aby… przejść się wzdłuż niej pieszo ;)
Chodzi o odcinek krajowej 3-ki między Zimną Brzeźnicą a Nowym Miasteczkiem, znany m.in. z opisu przejażdżki w zeszłorocznym, słonecznym listopadzie. Wypad w plener miał dwie rzeczy na celu.
Pierwsza sprawa, dość przykra, to obecny stan na górce widokowej, z której roztacza się teraz jeszcze szersza perspektywa. Przygotowania do budowy/przedłużenia S3, rzecz nieunikniona.
[caption id="attachment_2552" align="aligncenter" width="300"]
Teraz jest tak.[/caption]
[caption id="attachment_952" align="aligncenter" width="300"]
A tak było wcześniej.[/caption]
[caption id="attachment_2553" align="aligncenter" width="300"]
Zamiast drzew, wielka dziura.[/caption]
[caption id="attachment_951" align="aligncenter" width="300"]
Był las...[/caption]
[caption id="attachment_2554" align="aligncenter" width="300"]
…i nie ma lasu.[/caption]
Cena rozwoju, wiadomo, ale przykro patrzeć. Tutaj padł mały zagajnik, ale co mnie bardziej martwi, pod nóż (siekierę? piłę? harwestera?) pójdzie prawdopodobnie także zachwycająca, choć w zasadzie zwyczajna aleja, o której za chwilę.
Zostawiłam Prosię w jakimś bocznym zjeździe, na wystanym (no bo nie - wyjeżdżonym) kawałku ziemi i uznając, że będzie tam bezpieczny (bo dość nierzucający się w oczy z drogi), zaczęłam dreptać wzdłuż szosy. Na szczęście, okazało się, że nie musiałam iść poboczem, bo obok, zamiast rowu, w trawie była droga chyba dojazdowa dla maszyn rolniczych. Polna w każdym razie. Oczywiście nie mogłam się powstrzymać przed nuceniem Krajki w tej sytuacji ;)
Na nieszczęście natomiast, paru tirowców uznało, że znakomitym dowcipem będzie zatrąbienie na człowieka przy drodze, co przyprawiało mnie za każdym razem o mały zawał. No bo stoję sobie, robię zdjęcie, skupiona na tej czynności, gdy nagle gdzieś blisko za plecami słyszę syrenę okrętową co najmniej. Można wyskoczyć z własnej skóry. Bardzo zabawne, naprawdę :P
[caption id="attachment_2558" align="aligncenter" width="300"]
Oczywiście, że poszłam sprawdzić, dokąd prowadzi ta dróżka ;)[/caption]
[caption id="attachment_2559" align="aligncenter" width="300"]
W brzozowych zagajnikach zawsze jest ładnie.[/caption]
[caption id="attachment_2560" align="aligncenter" width="225"]
Po co w połowie drogi przez pole zakaz ruchu? Tego nie wiem, ale dalej i tak mi się nie chciało dreptać ;)[/caption]
[caption id="attachment_2561" align="aligncenter" width="300"]
Zresztą właściwy cel był po drugiej stronie krajówki.[/caption]
Ano właśnie - drugi cel. W owym miejscu droga przebiega przez pagóry, więc nie tylko sam asfalt faluje malowniczo (co wygląda ładnie, ale jest wysoce niepraktyczne przy wyprzedzaniu), ale i okoliczne pola prezentują się wyjątkowo przyjemnie dla oka.
A gdy mowa o falujących polach, to natychmiast przychodzi na myśl jedno - Morawy. Swego czasu popularny motyw i cel podróży wśród (nie tylko, jak podejrzewam) minolciarzy na forum. Przepiękne, minimalistyczne krajobrazy po horyzont i takie tam. Osobiście też zdarzyło mi się tam być przejazdem, ale był to środek dnia i warunki kompletnie nie takie, więc ogólne wrażenia mogłam podsumować tylko stwierdzeniem, że "naogląda się człowiek, a potem jedzie i zwykłe pola :P". Bywa i tak, ale nie twierdzę, że nie warto się tam wybrać - wręcz przeciwnie. A na zachętę trochę obrazków do pooglądania: fotokwadrat.com, sbogdan1.blogspot.com, fotowozniak.pl, gospodarek.blog.pl, pmaciejewski.wordpress.com i Marcin Kęsek fb.
Tymczasem jednak, zawsze wpadają mi w oko różne mniejsze, lokalne Morawy i nie mogę się oprzeć próbom złapania tego w jakiś zgrabny kadr. Wychodzi różnie, bo ani ze mnie ambitny, ani tym bardziej artysta-fotograf(ik), ale fotki na pamiątkę jak znalazł - bo nigdy nie wiadomo, kiedy w krajobraz wjadą buldożery :(
[caption id="attachment_2546" align="aligncenter" width="300"]
Tu już coś się zaczęło.[/caption]
[caption id="attachment_2544" align="aligncenter" width="300"]
Trochę się spóźniłam w tym roku na rzepak.[/caption]
[caption id="attachment_2541" align="aligncenter" width="201"]
To mi wyglądało na trakt do Zagóry przez las - rzecz warta sprawdzenia.[/caption]
Słońce szybko uciekło za chmury, więc dałam spokój plenerowi i postanowiłam wrócić po auto, żeby sprawdzić swoje domysły, co do dróżki w las. W tak zwanym międzyczasie, minął mnie rozpędzony trampek - ledwo zdążyłam złapać hultaja ;)
[caption id="attachment_2550" align="aligncenter" width="300"]
W tamtą stronę go nie zauważyłam… Ale proszę - można skromnie? Można. A nie zaraz całe kapliczki i sanktuaria robić przy drogach. Pamięć pamięcią, ale od tego są cmentarze.[/caption]
Już w kompanii mojego terenowego towarzysza przygód, wróciłam do dróżki oznaczonej na wjeździe wyrwanymi karpami.
[caption id="attachment_2569" align="aligncenter" width="225"]
Było i "drogą pylistą…"[/caption]
Nie dojechaliśmy jednak do lasu, bo już za pierwszymi polami środek drogi stał się bardziej zarośnięty i nie chciałam sobie czegoś urwać albo wplątać w zawieszenie niepotrzebnie. Musiałam więc znowu włączyć tryb pieszy, zaś Świnka ukryłam tym razem w rzepaku ;)
[caption id="attachment_2570" align="aligncenter" width="300"]
Perspektywa spod lasu...[/caption]
[caption id="attachment_2571" align="aligncenter" width="225"]
…i w las.[/caption]
Początek zapowiadał się bardzo ładnie, niestety po chwili trafiłam na polanę powstałą przez świeży wyrąb. Podeszłam jeszcze kawałek i tam już zaczął się poważny las (była sarna i w ogóle ;)). Szłam tak, aż pojawiło się skrzyżowanie na cztery strony i w tym punkcie zawróciłam - raz już lazłam po zmroku przez las (ze Ślęży) i nie da się ukryć, że słabo jest wtedy z odbiorem widoków ;) Ale miejsce na spacer przyjemne, pewnie jeszcze wrócę.
PS. A kliszy i tak wtedy nie dokończyłam :P Zostało parę klatek i znów musiałam wozić klunkra ciężkiego wszędzie. Ale lustrzanka pancerna jednak. Nic jej się nie stało, jak się po niej przeturlałam, spadając z hondy. Więc jeszcze będą się czasami przewijać trochę lepsze jakościowo fotki ;) Na razie mam zaczęty w Chobieni materiał (zgodnie z zapowiedziami na fb, udało się obejrzeć zamek od środka), a dokończę mam nadzieję za tydzień w Nowej Soli na spotkaniu klasyków.


















