wycieczka, cz.2: Sulechów-Czerwieńsk
Proszę nie regulować odbiorników, żadnego wpisu nie brakuje, a zaczynamy od części drugiej, bo jeszcze nie mam wywołanych zdjęć do uzupełnienia opisu początkowej części tej wycieczki. A do tego tutaj wszystko jest z małpki, więc lećmy z tym koksem, choćby i od d strony ;)
Nie zwlekając, zacznijmy zatem od tego, co działo się w Sulechowie. Przy okazji dni(a) miasta, miała się odbyć parada zabytkowych wozów i motocykli. Daleko nie mam, pogoda jakimś cudem dopisała, więc pojechałam, ale jako obserwator, bo - zgodnie z przewidywaniami - wcześniejsze wydarzenia (no dobra, błądzenie) zajęły mi więcej czasu, niż pierwotnie uznałam, że zajmą. Zdążyłam za to akurat na ten krótki, podobno, moment, kiedy wszyscy stali w Rynku i tuż przed tym, jak się rozjechali w poszukiwaniu kolejnych atrakcji albo do domu. Perfekcyjny tajming ;)
Co stało? Wśród motocykli tym razem dominowały, mam wrażenie, te „szopowe”. Co to rzadko jeżdżą albo długo stały, ale właśnie ktoś miał blisko, to przyjechał ;) Nie, że wszystkie - wiadomo, byli i goście z dalsza (choćby znani z Wolsztyna klubowicze wielichowscy), były i odrestaurowane sztuki. Były też oczywiście wszelkiej maści niezabytkowe pojazdy, w tym quady, ale wiadomo - to w tle. W temacie samochodowym - wreszcie powiew świeżości. Tym razem na zdjęciach przedstawiciele regionu głównie zielonogórskiego, dla odmiany od dotychczasowych legnicko-wrocławskich. No to popaCZcie sobie:
[caption id="attachment_2276" align="aligncenter" width="300"]
Na trzecim planie znajomy Jawa-chopperek.[/caption]
[caption id="attachment_2284" align="aligncenter" width="300"]
Kaczor na baku - mój faworyt ;)[/caption]
[caption id="attachment_2287" align="aligncenter" width="300"]
Delegacja wolsztyńsko-wielichowska.[/caption]
[caption id="attachment_2292" align="aligncenter" width="300"]
Tu się można przypatrzyć temu okazowi na barwnej reprodukcji w normalnej jakości ;) Bo nadal mam zastrzeżenia do zdjęć w relacji z Wolsztyna.[/caption]
[caption id="attachment_2301" align="aligncenter" width="300"]
No ten jeden przykuł moje spojrzenie, bydlątko :>[/caption]
[caption id="attachment_2286" align="aligncenter" width="300"]
Ojejojej, podwójne widzenie...[/caption]
[caption id="attachment_2293" align="aligncenter" width="300"]
Na drugim planie - poznana w zeszłym roku skoda.[/caption]
[caption id="attachment_2304" align="aligncenter" width="300"]
A jak już przy skodach jesteśmy...[/caption]
[caption id="attachment_2320" align="aligncenter" width="300"]
Fast and… Czech, po prostu ;)[/caption]
[caption id="attachment_2296" align="aligncenter" width="300"]
Coś… jakieś..[/caption]
[caption id="attachment_2297" align="aligncenter" width="300"]
No wyjątkowo urodziwy. Choć niezmiennie smutny ;)[/caption]
[caption id="attachment_2302" align="aligncenter" width="300"]
A ten z kolei wesoły ponad miarę.. Przeżył powódź '97 i jeszcze dojechał do Stambułu, a innym razem do Grecji i wrócił, więc zadowolenie dziwnym nie jest.[/caption]
[caption id="attachment_2303" align="aligncenter" width="300"]
Perły...[/caption]
[caption id="attachment_2305" align="aligncenter" width="300"]
No taki produkt z Ameryki nawet coś tam cicho do mnie mówi. Troszeczkę ;)[/caption]
[caption id="attachment_2307" align="aligncenter" width="300"]
Capri, z którym miałam przyjemność sam na sam w garażu u Maksa - ale tylko przez szybkę ;)[/caption]
[caption id="attachment_2314" align="aligncenter" width="300"]
Podejrzewam, że taki ich urok i oryginalność, ale na felach z takim ET te wozy wyglądają pociesznie, a nie kultowo ;)[/caption]
[caption id="attachment_2315" align="aligncenter" width="300"]
Doskonały zestaw kolorystyczny - jak oba modele mnie nie jarają, tak w tej konfiguracji bym je wzięła. I postawiła w ogródku jako instalację artystyczną ;)[/caption]
[caption id="attachment_2317" align="aligncenter" width="300"]
Wnętrze bosto. Nieodłączna "bursztynowa" gałka. Mnie akurat nie irytuje ich wszechobecność, w naszym fiacie też była - więc od dziecięctwa sądziłam, że to standard ;)[/caption]
[caption id="attachment_2318" align="aligncenter" width="300"]
Nieśmiała sarenka stała sobie na uboczu. W ogóle poza Rynkiem.[/caption]
[caption id="attachment_2322" align="aligncenter" width="300"]
I na koniec ułowiłam taką-o w przelocie ;)[/caption]
Jak nadmieniłam, towarzystwo zebrało się niedługo po tym, jak przyjechałam, zatem mogłam podążyć ku kolejnemu punktowi na mojej trasie tego dnia. Odbywał się bowiem jednocześnie nieopodal piknik w skansenie fortyfikacyjnym w Czerwieńsku-Brodach. Droga z Sulechowa do tamtąd jest tyleż krótka, co malownicza. Choć w sferze infrastruktury większość jej stanowi popularne w tych okolicach rozwiązanie „asfalt na półtora auta i utwardzone pobocze na pół drugiego auta z naprzeciwka”, to prawie cała droga prowadzi przez las i jest ładnie. No i na końcu jest prom.
Tego rodzaju przeprawa klasyfikuje się dość wysoko w moim rankingu atrakcyjności (a razem z tą konkretną zaliczyłam już komplet najbliższych promów), dlatego nie omieszkałam zaplanować drogi tak, aby koniecznym było skorzystanie z tego środka transportu dla środków transportu. Szczególnie, że skansen bunkrowy jest tuż obok rzeki. Choć to de facto bunkry nie są, lecz schrony, a te z kolei mogą być czynne lub bierne, czego się m.in. dowiedziałam od skorych do dzielenia się wiedzą panów gospodarzy na obiekcie 763 (numeracja dotyczy wszystkich schronów na Oderstellung - linii/pozycji środkowej Odry).
[caption id="attachment_2327" align="aligncenter" width="225"]
Przytulnie.[/caption]
Obejrzałam sobie ten jeden obiekt, pokręciłam się przy epicentrum festynu i mimo ogromnej chęci na kiełbaskę z grilla, stwierdziłam, że obiad zjem już w domu - latająca wszędzie topola nie rokowała dobrze dla mojej alergii.
[caption id="attachment_2329" align="aligncenter" width="300"]
Błonia rekonstrukcyjne - ale przy bitwie nie byłam.[/caption]
[caption id="attachment_2330" align="aligncenter" width="300"]
Humor sytuacyjny ;)[/caption]
[caption id="attachment_2331" align="aligncenter" width="300"]
Tu też się przyturlali na dwóch.. i trzech kołach.[/caption]
[caption id="attachment_2332" align="aligncenter" width="300"]
Pojazd jawopodobny.[/caption]
Trochę się obawiałam powrotu S3-ką za Zieloną Górą, a jako że nie umiem (nie próbowałam) wjechać na równoległą do niej drogę dla ruchu lokalnego (Racula-Otyń), to chciałam poruszanie się po ekspresówce ograniczyć do minimum i uciec w bok możliwie wcześnie. Martwiłam się jednak na zapas, bo sobotni ruch na trasie był znikomy i mogłam jechać te swoje 110 bez obaw, z rzadka będąc wyprzedzaną, a nawet sama wyprzedzając jakieś zagubione marudy.
Po drodze po raz kolejny zabolał mnie widok pokiereszowanych okolic Zimnej Brzeźnicy, gdzie już po jednej stronie szosy nie ma lasu, ale o tym niebawem. Wcześniej jeszcze zapodam początek niniejszej wycieczki.


























