wycieczka: Do odległej galaktyki... / Muzeum Gwiezdnych Wojen
Główny zamysł wycieczki miał być, że śladem wiosek o śmiesznych nazwach... Niestety, plan się czasowo skurczył i część z nich trzeba było ominąć, a części nie było kiedy szukać, błądząc przy tym radośnie. Ostatecznie trafiły się tylko dwie, ale za to jakie - Mszczyczyn i Kaczagórka :D A plejada pozostałych - Dalabuszki i Tworzymirki, Liż i Frasunek, Panienka, Cząszczew, Polskie Olędry, Chumiętki i Bączylas oraz Boża- i Dobra Pomoc - musi jeszcze poczekać na odkrycie...
Najwyżej nadłożę kiedyś trochę kilometrów w drodze do Warszawy ;)
Dlatego poczesne miejsce w niniejszej relacji zajmie atrakcja innego rodzaju. Prywatna kolekcja zabawek i gadżetów związanych z Gwiezdnymi Wojnami, której ekspozycja znajduje się w pałacu w Witaszycach koło Jarocina. Właściwie, to aktualnie jest tam tylko jej część, bo trochę pojechało do wystawę do Torunia, trochę do Karpacza...
Ale i tak jest co oglądać na "bazie", która sama w sobie jest skądinąd dość oryginalnym połączeniem XVIII-wiecznego pałacu pełniącego obecnie funkcje, standardowo, hotelowo-restauracyjno-ślubne, ale do tego mamy tu jeszcze wspomniane Gwiezdne Wojny i... Muzeum Napoleońskie. Nieźle, co? ;) Na tyłach pałacu parkują jeszcze pojazdy militarne i zadbany duży fiat - zaczątek następnej kolekcji właściciela ;)
Ale starłorsy - już mówię... Na pierwszy ogień idą klocki Lego. Jesteśmy w szoku, ile jest legoludzikowych postaci - nawet Yoda na skróconych nóżkach :D Statki jakie chcecie - X-Wingi, TIE Fightery, oczywiście Sokół (choć niestety nie ten największy, który bodajże jest najdroższym zestawem lego - taką niepotwierdzoną plotkę słyszałam ;) ), niszczyciele, promy... Jest nawet urocza, malutka Gwiazda Śmierci w przekroju ;) To wszystko jest za szybami, ale z eksponatów "macalnych" są hełmy :> Jak tylko wchodzimy, pada informacja, że można przymierzać, a czapki szturmowców wydają dźwięki - cudnie ;)
Gdy ten swoisty support już rozgrzeje trochę emocje, zostajemy zaprowadzeni do innego budynku - piwnic właściwie - gdzie są pozostałe eksponaty. I muszę przyznać, że ta część mnie jeszcze przyjemniej zaskoczyła. Niby zbiór zabawek, ale tak zaaranżowany, że naprawdę "czuć klimat". Niektóre w gablotach i na półkach, owszem, ale inne tworzą fajnie obmyślone dioramy, do tego plakaty i duże fotosy z filmów... Surowe mury w półmrocznych salkach dodają jaskiniowego nastroju, w innej części osłonięte panelami i rzęsiście oświetlone - przenoszą nas na któryś ze statków...
Uważam, że jest to najlepsze, co można zrobić z taką kolekcją - tak ją właśnie zaprezentować. Widać ogrom pracy i dobrej zabawy, którą włożono w stworzenie tego miejsca. Pewnie niejeden fan chętnie by sobie coś takiego urządził ;)
[symple_divider style="dashed" margin_top="20" margin_bottom="20"]
W drodze powrotnej miałam nadzieję na odnalezienie pozostałych "śmiesznych" wiosek, niestety zostało to brutalnie pokrzyżowane. Całą trasę wraz ze wskazówkami miałam bowiem rozpisaną na eleganckim czarno-białym wydruku z google maps w poręcznym rozmiarze A3 i ruszając z cepeenu w Jarocinie, wsadziłam tę płachtę w kieszeń kurtki, żeby mieć łatwiejszy dostęp do szybkich rzutów okiem (miało nas czekać dużo skrzyżowań i odbijania na lokalne dróżki). I z tej kieszeni mi jakoś wypadła, o czym zorientowałam się na pierwszym wątpliwym dla mnie rozjeździe w wioskach. Sama bym pewnie jeszcze coś kombinowała "na węch", ale jadąc z niewinnym niczemu człowiekiem, nie chciałam go przeciągać przez typowy dla moich wycieczek survival "gdzie ja w ogóle jestem i dokąd teraz"? ;)
Podążyliśmy więc ku głównym szlakom z drogowskazami na miejscowości, które kojarzyłam. Do etapu za Koźminem Wlkp. jeszcze pamiętałam, jak skręcać, ale dalej było już trudniej, więc wylądowaliśmy - trochę niepotrzebnie - w Gostyniu, tylko po to, by odbić zaraz na Górę, gdzie uparłam się zjeść obiad w mojej ulubionej jadłodajni przydrożnej ;) Za Górą to już prawie w domu, droga znana, a że ładna, to chciałam ją ponagrywać kamerką, to jakby nie dość nieszczęść, jeszcze się to ustrojstwo zacięło i nie nagrało nic. Ech...
Mimo wszystko jednak wycieczka całkiem udana - fajne miejsce odwiedzone, eksperymentalna dla mnie - bo najdłuższa dotychczas trasa - zaliczona bez problemu, honda pobiła rekord ekonomii, pogoda piękna... Czego chcieć więcej :D
