wycieczka: Wkoło komina i jeziora

BY byledoprzodu 24 Apr 2026

Pretekstem tym razem było wspaniałe nowe siedzenie, które honda otrzymała z okazji moich urodzin, a z którym jeszcze, tym samym, nie ma żadnych zdjęć ;) Drugim pretekstem był właśnie nowy aparat zdjęciowy typu małpka, zakupiony z okazji takiej, że jakimś cudem udało mi się po raz pierwszy od dawna coś zaoszczędzić i właśnie ta pozycja na długiej liście planowanych wydatków otrzymała zielone światło i priorytet większy niż nowe okulary, dysk zewnętrzny, przerejestrowanie hondy i fiesty, nowe buty oraz porządne spodnie i kurtka na moto, i nie pamiętam co tam jeszcze.

Nie miałam za bardzo weny na kontakty z cywilizacją, więc jako cel obrałam największe w okolicy odludzie, tj. las zwany szumnie Puszczą Karolacką. A konkretnie jezioro, ale nie to największe (i najbardziej oblegane) - Sławskie - tylko to trochę wcześniej, mniejsze, mimo że z nazwy Tarnowskie Duże. Postanowiłam sprawdzić, gdzie można sobie fajnie podjechać do samego brzegu i posiedzieć w pięknych okolicznościach przyrody. Wyszło tak…:

[caption id="attachment_2099" align="aligncenter" width="300"]mapka Niby tak blisko, a 80 km pyknęło..[/caption]

Mimo że droga bezpośrednio na Sławę jest najkrótsza, to wolę jeździć w tamte rejony dookoła, przez Siedlisko. Ta pierwsza jest nadmiernie zatłoczona, zwłaszcza w weekendy, kiedy ciągną nią pielgrzymki mieszczuchów spragnionych atmosfery kurortu, a w drodze powrotnej tworzą się z tego tytułu kilometrowe korki przed jedynym w mieście mostem. Druga trasa jest gdzieś dwukrotnie dłuższa, ale ruch jest minimalny, wiosek po drodze niewiele, zakrętów dużo (czasami aż za dużo - ledwo się przewachluje biegi w górę między jednym a drugim, a już trzeba zbijać z powrotem, bo tam głównie takie 90-stopniowe), więc jedzie się przyjemnie, a za Siedliskiem już cały czas przez las.

Jadąc sobie właśnie tamtędy niespiesznie, w pewnym momencie przyuważyłam znak wskazujący parking leśny. Mogłabym założyć jednoosobowy fanklub parkingów leśnych, bo uwielbiam te elementy infrastruktury - pewnie niebagatelny wpływ miała na to ilość godzin spędzona na nich łącznie, kiedy dawno temu przemierzałam z rodzicami kraj w celach turystycznych lub odwiedzinowych u dalszych krewnych, a były to czasy bez makdonaldów i prowiant najlepiej się spożywało właśnie na półdzikich miejscach postoju. Niniejszy parking nie zawiódł mych oczekiwań i okazał się idealnym miejscem do paru fotek na tle.

[caption id="attachment_2089" align="aligncenter" width="300"]IMG_0006_Fotor Brand new kanapa - rzut ogólny.[/caption]

[caption id="attachment_2090" align="aligncenter" width="300"]IMG_0008_Fotor Brand new kanapa - podkreślenie dynamicznej linii przeszyć ;)[/caption]

IMG_0010_Fotor

Dzięki postojowi mogłam też przyjrzeć się dokładniej pomnikowi przyrody nieożywionej w postaci leżącego przy skręcie w las głazu narzutowego o intrygującej nazwie.

[caption id="attachment_2092" align="aligncenter" width="300"]IMG_0012_Fotor Że skamieniałe drzewo?[/caption]

Szukając dokładniejszych informacji o tej ciekawostce, trafiłam jedynie na wyczerpujący spis podobnych głazów w okolicy i choć geneza nazwy pozostaje dla mnie nadal tajemnicą, to sam blog okazał się bardzo wciągający (dla kogoś, kogo fascynują drzewa i kamienie, ale to już mamy ustalone w poprzednim wpisie ;) ).

[caption id="attachment_2093" align="aligncenter" width="300"]I taka droga prowadzi dalej, hen w las, ale tylko dla turystów bez silnika :< I taka droga prowadzi dalej, hen w las, ale tylko dla turystów bez silnika :<[/caption]

Ale nie ma tego złego - nieco dalej trafiłam na legalny wjazd do lasu, bo prowadzący do ośrodków wypoczynkowych położonych nad moim docelowym jeziorem.

IMG_0014_Fotor

OW Relax minęłam, chcąc dojechać do następnego, potencjalnie mniej obłożonego ludźmi. W drugim, o ujmującej nazwie "Źródełko Miłości", jacyś ludzie chyba biwakowali, ale zasadniczo nie widziałam żywego ducha, również takiego, który by mógł przyjąć ode mnie 2 zł za wstęp na teren i obejrzenie kolejnej ciekawostki przyrodniczej, a mianowicie splecionych międzygatunkowo drzew, spod których korzeni wybija wspomniane źródełko. Nie fatygowałam się więc i postanowiłam szukać dalej dogodnego dojazdu na brzeg.

Dojechałam tak aż do Jodłowa, który pewnie kiedyś był małą wioseczką z trzema chałupami na krzyż, a obecnie jest sporym daczowiskiem. Na jego obrzeżach trafiłam na drogę z betonowych płyt kierującą podobno na camping, wg drogowskazu. Takie drogi prowadzą zazwyczaj do skansenowo-reliktowych ośrodków PTTK-u, więc bez żadnych oporów podążyłam i tą, ale na jej końcu był zwykły, prywatny biwak. Tyle dobrego, że tutaj przynajmniej dało się podjechać prawie pod samą "plażę". Kiedy jednak wreszcie zsiadłam z maszyny… postanowiło się rozpadać. W sumie bardziej mżyło, ale i tak średnio przyjemnie, a i widoki takie sobie, gdy wszędzie szaro.

IMG_0015_Fotor

Nie czekając aż być może lunie, ruszyłam z powrotem, tym razem najkrótszą opcją trasy, ale przy ładniejszej pogodzie pewnie znowu pojadę eksplorować szuwary.

komentarze_ (0)

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

dodaj komentarz_

← wróć do strony głównej